Listopad

Ja się w taką pogodę z domu póki co na fotografowanie nie ruszam. Przeczekam ten dwucyfrowy mróz w ciepełku. No… może jakiś godzinny spacer, ale szybki, żeby nie przemarznąć.

A póki co wspomnę początek listopada ubiegłego roku, bo akurat te niepublikowane zdjęcia wpadły mi w oko podczas przeglądania archiwów. Generalnie jesienią robię chyba najwięcej zdjęć, a potem leżą one w otchłaniach dysku, bo jesień przemija zdecydowanie szybciej, niż by się chciało.

Tu i teraz

Kilka niezobowiązujących kadrów. Niespektakularnych. Zwykłe widoki, jakich w lesie jest wiele. Uwieczniam nie tylko wyszukane kadry i wyczekane wschody czy zachody słońca albo księżyca, ale też to, co spotykam na swoich ścieżkach.

Często zabieram ze sobą tylko smartfon, żeby nie dźwigać ciężkiego aparatu. Do takich zwykłych, dokumentacyjnych zdjęć sprawdza się idealnie. Oddaje klimat chwili, a to w zupełności wystarcza.

Bo w gruncie rzeczy nie zawsze chodzi o sam krajobraz. Zdjęcie, wsparte słowem, potrafi przekazać coś więcej, moje odczucia, emocje i ten konkretny moment, który akurat był „tu i teraz”.

Tylko szedłem

Kontynuując mój poniedziałkowy spacer po lesie, dziś kolejne kadry z bajkowym światłem. Wszedłem w las z nastawieniem typowo fotograficznym. Zauroczony widokami z mgłą i miękkim światłem wypatrywałem coraz to nowych ujęć.

Ale wiecie co? Z czasem trochę mi się to znudziło. Aparat poszedł w odstawkę, a ja już tylko szedłem przed siebie i patrzyłem na to wszystko. Niczym nierozpraszany szwendałem się leśnymi ścieżkami, chłonąc ciszę i klimat tego poranka.

Poranek w lesie

Czy jeszcze do wczoraj moje okolice były jednymi z nielicznych prawie bez śniegu? Owszem. Podczas gdy w całym kraju leżała mniejsza lub większa pokrywa śnieżna, u mnie nie było go wcale, albo miejscami tyle co na lekarstwo.

Za to światło było przecudowne. Dlatego poniedziałkowy poranek spędziłem na szwendaniu się po lesie. I im dalej wchodziłem w las, tym bardziej doceniałem ten spokój i ciszę, jaką daje zimowy las i to nawet taki bez śniegu.

Słońce ładnie rysowało światłem pnie i gałęzie. Udało się też natknąć na stadko byków jeleni, te jednak przemknęły tylko między drzewami, więc fot brak.

Witamina D

Może kolorów szałowych na niebie nie było, jedynie wąski pomarańczowawy pas nad horyzontem, ale istotne było to, że był to słoneczny poranek jod niepamiętnych czasów. Ani mróz, ani wiaterek nie mogły pokrzyżować mi planów. Miałem zamiar chłonąć promienie słoneczne i wytwarzać witaminę D.

A zupełnie przy okazji pstryknąć sobie kilka fotek. Tak wyglądało moje niedzielne przedpołudnie.

Zamiast roweru

Co mi tu brakuje na tych zdjęciach? Więcej śniegu, chciałoby się powiedzieć. Ale ponoć idzie już nowa dostawa świeżego puchu dla Podkarpacia. Czy się z tego cieszę? Tak nie do końca. Bo bardziej od fotografowania śnieżnych krajobrazów wolałbym na przykład wyskoczyć na rower, bo od dwóch tygodni nie siedziałem na siodełku.

No ale każda pora roku musi przejść, teraz pora na zimę i nic na to nie poradzimy. Póki co zadowalam się tym, na co pogoda pozwala, jak na przykład spacerami z aparatem.

Wschód Księżyca | 03.01.2026

Jakie jest pierwsze zdjęcie, które zrobiłem w 2026 roku? Nie chcielibyście wiedzieć 😄

Ale pierwszy plener był, mimo przeciwności w postaci chmur, całkiem udany. Zasadziłem się na wschodzący Księżyc, choć było wątpliwe, czy w ogóle pokona te chmury. Znalazł jednak niewielką szparę i zaprezentował się w całej swojej okazałości na kilkanaście minut.

Czekałem na niego na niedalekiej górce, skąd miał wschodzić dokładnie nad dwoma kościołami – w Olchowej (oddalonym o 2700 m) oraz drugim w Klęczanach, oddalonym o 6100 m. W chwili wykonywania zdjęcia Księżyc był już 24 minuty po wschodzie, znajdował się 2,2 stopnia nad horyzontem i był oświetlony w 99,95%. Pełnia miała miejsce 5 godzin wcześniej.

W sumie lubię te „polowania”, kiedy do samego końca nie wiadomo, czy plan w ogóle wypali. Tym razem się udało, choć Księżyc tylko na moment dał się złapać. I właśnie za tę nieprzewidywalność fotografia w plenerze wciąż sprawia mi tyle frajdy.

Pierwsze zdjęcie

Pierwsze zdjęcie w nowym roku będzie zdjęciem zrobionym w sylwestrowy wieczór.

To wtedy, zupełnie znienacka, pod koniec dnia nieco się wypogodziło, a że wcześniej skończyłem pracę, mogłem szybciutko wyskoczyć w plener. Wylądowałem na otwartej przestrzeni, kiedy na niebie pojawiły się piękne kolory.

Na chwilę. Na krótką chwilę. Jakby po tak długotrwałym zachmurzeniu słońce obawiało się pokazać na dłużej.