Może to jeszcze nie emerytura, ale w pewnym wieku człowiek znajduje czas, żeby przestać pędzić i znaleźć codziennie tę godzinkę na spokojny spacer z pierwszą bądź drugą żoną. W moim przypadku to się udaje tylko z pierwszą. Pewnie dlatego, że drugiej nie mam i w sumie sam nie wiem, dlaczego zacząłem je numerować…
Wracając do tematu – popołudniowa pogoda była ciekawa. Przez cały spacer pół nieba w chmurach, a drugie pół czyściutkie ze świecącym słońcem. Romantyczny klimat sprzyjał spacerowi i, kto wie, może nawet mojemu wizerunkowi dobrego męża.
Na sam koniec dnia, kiedy słońce już zaszło za horyzont, chmury zaczęły robić się „wściekle” pomarańczowe. Nie wiem, co chciały mi przekazać tym kolorem…

































