Jadąc polną drogą w takiej mgle, można poczuć lekki niepokój. Niby nie ma ku temu racjonalnych powodów, ale w tej ciszy każdy niespodziewany ruch mimo wszystko wywołuje ciarki na plecach. Ileż to razy zdarzyło się, że niemal spod koła wyskoczył spłoszony bażant albo pokicał zaspany zając. Nie wspominając już o sarnach, które pojawiają się znikąd i przelatują tuż przed kierownicą.
To wszystko ma swój niepowtarzalny urok i coś w sobie uzależniającego. Nie mam pojęcia, jak to działa, ale jeszcze nie kończę jazdy, a już nie mogę się doczekać, kiedy znów uda się trafić na tak wspaniałe warunki.




