Polne drogi, tu i ówdzie lepkie błotko, samotne urokliwe drzewa i pamiętający jedynie słuszne czasy stary ZIŁ 157, spotkany zupełnie przypadkiem na jakimś placu.
Tak mniej więcej wyglądały moje ostatnie wyprawy rowerowe. Błoto dla treningu równowagi, polne krajobrazy dla ducha, a ZIŁ… no cóż, dla uświadomienia sobie, że mój rower, mimo braku napędu na wszystkie koła, i tak ma większe szanse na dalszą podróż 🙂




