Zawsze fajnie, jak na swojej drodze spotykam bele. Temat oklepany, ale ja zazwyczaj sięgam kolejny raz po aparat. Tak samo jak lubię podczas moich wypraw rowerowych umieszczać rower w kadrze. No nic na to nie poradzę 🙂



Zawsze fajnie, jak na swojej drodze spotykam bele. Temat oklepany, ale ja zazwyczaj sięgam kolejny raz po aparat. Tak samo jak lubię podczas moich wypraw rowerowych umieszczać rower w kadrze. No nic na to nie poradzę 🙂



Morze mgieł. Tak to właśnie wyglądało z góry. Na pagórkach piękne słońce, a w dolinach mgły. Kiedy zjechałem w dół, znalazłem się już w całkiem innym świecie. Szaro, zimno i wilgotno. Czym prędzej wspiąłem się na kolejną górkę.
Ostatnio takie widoki były w ubiegły poniedziałek, a ja już wyczekuję kolejnych takich poranków, których jak mam nadzieję, nie braknie we wrześniu.




Tego ranka nie było na niebie ani jednej chmurki, a nad ziemią ani mgiełki. Nastawiałem się na wyjazd z fotografowaniem, ale wyszło inaczej. Skusiłem się tylko na te kilka zdjęć z wiaduktu nad autostradą.
Mimo to oczywiście miło wspominam wyjazd, tym bardziej że chwilowo muszę się wstrzymać od jazdy rowerem, a na pewno od długich wypraw ze względu na mam nadzieję, małą kontuzję. A jeśli tylko pogoda i czas dopiszą, to plany rowerowe na najbliższe jesienne dwa miesiące są szeroko zakrojone 🙂




Co za zrządzenie losu, że akurat w poniedziałek zaplanowałem urlop. I że skoro świt wyjechałem w rowerową trasę. Przepiękne mgliste krajobrazy towarzyszyły mi przez pierwsze godziny jazdy.



Biała tęcza, a co to takiego? To zjawisko optyczne i meteorologiczne, obserwowane jako białe lub lekko zabarwione łuki na tle mgły. Warunkiem powstania białej tęczy jest oświetlenie obszaru mgły równoległymi promieniami słonecznymi, przez co od strony słońca nie może być mgły, a mgła musi wystąpić naprzeciw słońca. Tęczę można zaobserwować najczęściej rano.



Jak to dobrze, że wybrałem właśnie tę drogę. Celowałem z czasem tak, aby być w tym miejscu mniej więcej w okolicy wschodu słońca. Snuły się delikatne mgiełki, a niebo pocięte delikatnymi chmurkami zaświeciło na żółto.
Ale widok, który mnie zastrzelił, ukazał się dopiero za chwilę. Ogromna kula słońca wznosząca się za oddalonym o kilkaset metrów lasem. Widok, który sprawił, że ręce drżały, a potrzebne były do zrobienia zdjęcia teleobiektywem! Udało się, zdążyłem i fajnie, bo lubię kulki 😉




Zazwyczaj planuję swoje wyprawy rowerowe, ale bywa i tak, że jest to impuls. Przebieram się i wsiadam na rower jadąc przed siebie. Tak było tym razem, a że wybrałem się samym wieczorem, miałem okazję podziwiać kolejny zachód słońca.



W sobotę po raz kolejny miał być srogi upał. Postanowiłem wyjechać na rower jak najwcześniej rano, aby choć część trasy przejechać w przyjemnym chłodku.


