Poranne słońce, odrobina mrozu i polna biżuteria znaleziona w niewielkim lasku.



Poranne słońce, odrobina mrozu i polna biżuteria znaleziona w niewielkim lasku.



Kiedy nad okolicą zaległa mgła wybrałem się do lasu, szukać bukowych gałązek do sfotografowania.



Takie jak lubię. Na niebie sporo chmur, a one gdzieś tam hen, na horyzoncie oświetlone zachodzącym słońcem.
Mowa o Tatrach oczywiście. Zaobserwowane wczoraj z odległości ponad 130 kilometrów z miejscowości Glinik w powiecie ropczycko-sędziszowskim. Wspaniały i dla wielu, którzy nie widzieli na własne oczy, nierealny widok.

Podczas jednej z wypraw rowerowych udało się uchwycić okazałe halo słoneczne. Zdjęcie to szeroka panorama złożóna z bodajże ośmiu zdjęć (dwa rzędy po cztery zdjęcia).

Odrobina czystego nieba w nocy wyciągnęła mnie z domu, aby spróbować zrobić zdjęcie Drogi Mlecznej. Widoczność taka sobie, ale pamiątka jakaś tam jest.

Ciemna noc, to doby czas na foty. A jeśli do tego jest jeszcze odrobina mgły i fajne miejsce, to już jest zabawa na całego.



Ostatnio przytrafiła się mała kontuzja, ale kiedy tylko poczułem się lepiej od razu wyskoczyłem na spacer z aparatem. Całkowite zachmurzenie w niczym mi nie przeszkadzało. Jak zwykle poszedłem i czekałem, co przyniesie mi los.
Tym razem byłem praktycznie otoczony przez sarny. Spotkałem dwa kilkunastoosobnikowe stada i trzy mniejsze. Powolutku krok za krokiem udało się podejść do kilku z nich i zrobić foty. Tego dnia były wyjątkowo wyluzowane i mało przejmowały się moim widokiem.
Niestety wracając spotkałem kilka samochodów z myśliwymi. A więc niestety polowanie. Mam głęboką nadzieję, że sarny były już wtedy daleko stamtąd.



Luty to już chyba taka mała wiosna…? Pewnie nie, ale pomarzyć można. Bo w pamięci mam ubiegłoroczny luty. Z dodatnimi temperaturami. Z wieloma pogodnymi dniami. W czasem spędzanym na wyprawach rowerowych…
Póki co z braku laku, nocny kadr z Ochałem w roli drugoplanowej.
