Witek, a jakąś zwierzynę spotkałeś w styczniu? A spotkałem ze dwie sarny i przesympatycznego konia.



Witek, a jakąś zwierzynę spotkałeś w styczniu? A spotkałem ze dwie sarny i przesympatycznego konia.



Łabędzie na środku pola w środku stycznia? Sam byłem mocno zdziwiony.
Wczorajszy poranek był tak piękny, że oszołomiony chodziłem w te i we wte po polach w poszukiwaniu kadrów. Zupełnie nieodczuwalny mróz, mimo 4° na minusie, do tego słońce i zamglone powietrze. Wymarzone warunki do fotografowania.
Już na powrocie zauważyłem dziwne białe coś kilkaset metrów dalej. Zerknąłem przez teleobiektyw i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Stadko łabędzi wylegiwało się w najlepsze na rozległym polu! Spróbowałem podejść jak najbliżej, ale tak, aby ich nie wystraszyć, niech się grzeją do słońca, bo jeszcze cała zima przed nimi.




Za nami weekend z opadami śniegu. Po kilku dniach z temperaturami powyżej 5°C przyszedł czas na kolejną dawkę białego puchu. Odstawiłem zatem rower, wzułem buty i ruszyłem na spacer po okolicy.
W pewnym miejscu lasu moją uwagę zwrócił świergot ptaków. Cieniutkie, piskliwe trele wskazywały na jakieś maluszki. Okazały się nimi raniuszki, które z pewnością miały ADHD, bo nie potrafiły usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż niecałą sekundę! Mimo że wypstrykałem pół kliszy, tylko te dwa zdjęcia wyszły mi w miarę ostre.


Jeśli jeżdżę rowerem w dzień, a zdarza się to teraz tylko w weekendy, zawsze wrzucę do sakwy aparat z teleobiektywem. A nuż trafi się jakaś sarna, albo inny lis.
Tym razem moją uwagę zwróciła chmara ptaków, które raz po raz siadały na drutach linii elektrycznej i za chwilę zrywały się do lotu. I tak w kółko. Możliwe, że zimno im było i chciały się trochę rozruszać 🙂



Podczas jednego z tych listopadowych mglistych mroźnych poranków odwiedziłem pobliską hodowlę konika polskiego. Im mróz nie przeszkadzał, skubały trawę, spacerowały i wierzgały. Widocznie też lubią taką pogodę. No i niedługo hodowla się powiększy, jak widzę.



Dochodziła szósta rano. Dzień dawno się zaczął, nad wschodnim horyzontem wciąż wisiała chmura, a nad okolicą rozciągały się mgły. Po prawie dwóch godzinach jazdy dotarłem pod stary wiatrak w Różance na Pogórzu Strzyżowskim.
Nie mogłem w to uwierzyć, ale kilkadziesiąt metrów obok stał dorodny jeleń! W te pędy sięgnąłem do sakwy po aparat, a jeleń już w tym czasie mnie zauważył i rzucił się galopem do ucieczki. Rzutem na taśmę udało się zrobić te kilka zdjęć i cud, że wyszły one w miarę ostre.



Po zachodzie słońca stałem za statywem i czekałem na mający wzejść księżyc. W oddali słychać było „szczekanie” koziołków. Jeden z nich pojawił się jakby znikąd niedaleko ode mnie. Stanął i zastygł w bezruchu. W sam raz, aby zdążyć zrobić mu zdjęcie. A okoliczności przyrody, przyznacie, były bardzo malownicze.

Jechałem sobie jedną z tych polnych, zapomnianych dróg, gdy w oddali zobaczyłem ogromnego zająca. Coś mi jednak nie pasowało, bo nie kicał, a pokracznie szedł sobie niespiesznie. Zostawiłem rower, chwyciłem aparat i dopiero wtedy zalapałem, o co chodzi.
To malutka sarenka spacerowała sobie po drodze! Pewnie jej mama poszła na żer zostawiając malotę samą sobie. Przykucnąłem, aby zrobić kilka zdjęć, a potem zaczekałem, aż wróci spokojnie w zarośla.
Dopiero wtedy ruszyłem dalej. Mimo iż mnie zauważyła, zdawała sobie nic nie robić z mojej obecności. Ja też jej nie niepokoiłem, a ta odwdzięczyła się pozując do zdjęć.




Musi tu gniazdować cała rodzinka, a może i kilka. Po ogrodzie często spacerują kosy i nic sobie nie robią z mojej obecności. Doszło do tego, że i podczas kąpieli nie przeszkadza im moja obecność (zdj. 3). A na drugim zdjęciu to być może drozd…



Podczas swoich wędrówek pieszych i rowerowych spotykam również zwierzęta i ptaki. Jeśli któreś z nich znajdzie się w zasięgu teleobiektywu oczywiście otrzymuje fotkę 🙂



