Przy opadach śniegu najgorsze jest odśnieżanie, korki na drogach i śliskie chodniki. Ale pomijając te niedogodności widoki są naprawdę przepiękne. Zwłaszcza, kiedy w końcu po opadach wyjdzie słońce.



Przy opadach śniegu najgorsze jest odśnieżanie, korki na drogach i śliskie chodniki. Ale pomijając te niedogodności widoki są naprawdę przepiękne. Zwłaszcza, kiedy w końcu po opadach wyjdzie słońce.



To był długo wyczekiwany przeze mnie wieczór. Wieczór z odrobiną czystego nieba i z kolorami na niebie. Z ładnym światłem, w miarę ciepły i bezwietrzny.
Wierzby ze zdjęcia pokazywałem tu wiele razy. To najdłużej fotografowana przeze mnie miejscówka. Zaglądam tam od 2005 roku, więc już 18 lat. A same wierzby mają pewnie z kilka razy tyle lat.
Znajdują sie one w dolinie i to właśnie późną jesienią i zimą słońce zachodzi tak, że można je uchwycić z kolorami wieczornego nieba.

Kto by się spodziewał mrożnej i śnieżnej końcówki listopada? Pewnie nikt po ostatnich ciepłych zimach. Ale klimat umiarkowany ma to do siebie, że pogoda praktycznie w każdym miesiącu może być skrajnie różna. Od kiedy mierzy się oficjalnie temperaturę, najniższa odnotowana w listopadzie na terenie Polski to -29 °C, a najwyższa… 26 °C!
Poniższe obrazki są z ubiegłej soboty, tuż po konwekcyjnych opadach śniegu. W niespełna dwie godziny napadało kilknanaście centymetrów!



W piątek wieczorem nie było ani grama śniegu, ale kiedy w sobotę rano się obudziłem i zobaczyłem przez okno jak intensywnie pada, już wiedziałem jak spędzę poranek. Oczywiście w lesie. Oblepione świeżym śniegiem drzewa, to jest to, co bardzo lubię zimą.
Początek spaceru to chmury i resztki opadów, ale później…. później na krótkie chwile zaczęło wyglądać słońce i to wtedy było najpiękniej. Bajkowy świat, który starałem się uwiecznić nie tylko na zdjęciach, ale i zapisać w głowie, we wspomnieniach.



Listopadowe mgły. Listopadowe rudości. Listopadowa temperatura. Listopadowy poranek. To miesiąć, którego można nienawidzić, ale można i kochać. Wszystko zależy od aury. Plucha, wiatr i deszcz to nie jest pogoda, która da się lubić, ale już umiarkowany chłodek, lekki wiaterek i zamglone krajobrazy w kolorze, jaki tylko może nam zaserwować ten jesienny miesiąc, już tak.
Pozostaje wyczekiwać tych własnie chwil z pogodą nadającą się, by wyjść z domu i powędrować… tak naprawdę gdziekolwiek – do parku, lasu, nad rzekę, czy po prostu w szczere pola. Łyknąć świeżego powietrza i zażyć ruchu.



O ile październik kojarzy się z jesienią pełną barw, o tyle w listopadzie dominuje kolor rudy. I w lesie i na polanach. I to jest fajne. Reszta już nie jest tak fajna. Ani wiatr, ani deszcz, ani ziąb.
W miarę możliwości wbijam sie w krótkie okienla pogodowe ze względnie dobrą pogodą i wybywam na spacer, czy na rower. Nie będzie pogoda rządzić moim życiem i dyktować mi warunków! Nie przestanę przez nią nagle robić tego, co tak bardzo lubię 😉




Zmrok przychodzi tak szybko. Wychodzę z pracy to jest już ciemno. Nie ma się jednak co załamywać, bo tak jak można jeździć rowerem po ciemku, bo przecież są lampki, tak i można fotografować po ciemku, bo przecież jest długi czas naświetlania.
Zatem, gdy tylko pogoda sprzyja i mam ochotę to fotografuję również po zmroku. Nie ma innego wyjścia, jeśli się nie chce, aby aparat zardzewiał 😉

Tak, to listopad. Początek listopada, który obfitował w takie piekne zachody słońca. Wtedy wydawało się, że tak będzie trwało wiecznie. Że ta piękna jesień nie prędko się skończy. Teraz własnie nastała ta gorsza jesień. Zimna, wietrzna i mokra. Ale do wiosennago marca już tak bliziutko, niespełna cztery miesiące 😉




A czemu by sobie nie powspominać. Przecież to było tak bardzo niedawno temu. Zniewalające kolory w lesie. Ciepłe powietrze. Wspaniałe chwile spędzone na rowerze. Bez pośpiechu. Kontemplując to piękno i zamykając w kadrach.




Czy coś wskazywało na takie warunki o zachodzie słońca? Nie. Ale wiem, że natura potrafi zaskakiwać i tak też było tym razem. Mimo sporego zachmurzenia, pojawiła się malownicza dziura w chmurach. Na chwilkę. A fotografia, to przecież chwilki uwięzione w kadrze.
