Z najpiękniejszym światłem

Po raz ostatni wracam do zdjęć z trzydziestego pierwszego grudnia. To z pewnością był punkt kulminacyjny poranka. Czerwono różowa poświata zaczęła się pokazywać nad horzyontem. Światło odbite kolorowało wodę w bagienku i całą okolicę.

Spieszyłem się, zrobiłem wiele kadrów. Zawsze tak robię, aby potem wybrać te z najpiękniejszym światłem.

Brak tematów

Zimą cieszy każda, choćby krótka chwila ze słońcem. A jeśli trafi się wschód lub zachód z pięknymi kolorami, to już szczyt marzeń. Ale z drugiej strony, gdyby codziennie przez cały rok niebo było bezchmurne i śweciło słońce, pewnie wczesniej czy później by nam sie to znudziło.

Mnie by to z pewnością nie odpowiadało. Owszem lubię ciepło, ale brak dynamiki w pogodzie oznaczałby dla mnie brak tematów do fotografowania…

Wspomnienia

Tak, to też listopad i to tego roku. Zanim przyszła ta typowo jesienna, przedzimowa pogoda było całkiem przyjemnie. Jeszcze na początku listopada cieszyliśmy się względnym ciepełkiem i pięknymi jesiennymi widokami.

Na zdjęciach jeden z zachodów słońca, które mogłem wtedy podziwiać i fotografować. Złoto na drzewach i złoto na niebie. Wspomnienia uprzyjemniające gorszy pogodowo czas.

Odyniec

Do dzików nie mam szczęścia. Ponoć tyle ich jest w okolicy i tyle szkód wyrządzają rolnikom, a ja spotkałem je zaledwie dwa razy w życiu. I to dawno temu. No i w niedzielę po raz trzeci. Mam nadzieję, że lody zostały przełamane i teraz już częściej będą wchodzić mi przed obiektyw.

Po lekkich opadach śniegu wybrałem się na spacer po lesie, jakże by inaczej. Jak zwykle, nieprędko, rozglądając się na boki i kontemplując piękne widoki. Wtem przede mną na drogę wytoczyło się coś ciemnego o bliżej nieokreślonym kształcie. Co za szczęście, że miałem na aparacie teleobiektyw, bo odyniec by nie pczekał. Przetruchtał dostojnie lesnym duktem i tylem go widział.

Przejażdżka jubileuszowa

Dzisiejszy wyjazd na rower był dla mnie wyjątkowy, bo właśnie na liczniku wybiło 7 000 km. 153 wycieczki i 387 godzin w siodełku. 61 km w pionie w górę i tyle samo w dół. Rok się jeszcze nie kończy i mam ndzieję jeździć do Sywestra 😉

Mimo prowadzenia statystyk, nie jeżdżę dla wyników. Lubię spędzać czas aktywnie na świeżym powietrzu. Jeżdże sobie, jak ja to mówię dziadkowym tempem. Staram się tak układać trasy, aby jeździć po mało uczęszczanych i widokowych drogach. Jeździć o świcie lub wieczorem, aby przy okazji sobie pofotografować. Ale również w ciągu dnia zdarza się trafić na ciekawe kadry. Poniżej kilka fot z dzisiejszej, jubileuszowej przejażdżki.

Coś na pewno

Dlaczego takie wieczory nie zdarzają się częściej…. czy wtedy by się nam nie znudziły…? Ciężko powiedzieć. Myślę, że mogło by tak być. Ja wolę jak zdarzają się raz na jakiś czas, bo ja lubię wyczekiwać. Jestem cierpliwy – wiem, że wczęśniej czy później trafię na wspaniałe warunki, czy to o wschodzie, czy zachodzie słońća.

Podobnie jadąc rowerem – nie rozglądam się nachalnie za tematami do fotografowania. Raczej czekam, aż coś szczególnego zwróci moją uwagę. Wiem, że jak nie tym razem to z pewnościa nastęnym.