Wiatr we włosach

Możecie wierzyć albo i nie, ale nic tu nie było aranżowane. Fotografowałem sobie cudowny zachód słońca, kiedy z zachodu nadleciał motoparalotniarz. Zawibrował zegarek. Zerknąłem, a to wiadomość od Bartka, że mnie widzi i że to on.

Ustawienia w aparacie takie jak do fotografowania ze statywu i trzeba było je szybko zmienić. Uwierzcie, nie jest to łatwe jedną ręką i w stresie oraz presją czasu.

A już całkowicie opadła mi szczęka, kiedy tuż nad ziemią zaczął lecieć na mnie (zdjęcie drugie)! Miałem mieszane uczucia, czy fotografować, czy czym prędzej stamtąd zmykać. Bartek uniósł się w ostatniej chwili, a ja pewnie poczułbym wiatr we włosach, gdybym tylko je miał…

Słońce odpowiedzialne

Były kwitnące drzewa, potem rzepak, maki, chabry, a teraz przyszła pora na łany jęczmienia. On potrafi tak odbijać światło, jak żadne inne zboże. Zwłaszcza wieczorem. Dojrzewający, robi się złoty. A gdy jeszcze dodatkwo wieje wiatr, faluje niczym jezioro podczas sztormu.

Tego wieczoru wiatru nie było. Było za to przepiękne światło zachodzącego słońca i to ono jest odpowiedzialne za ten złoty kolor.

Auto pływające

A co to za jakieś takie ciemniejsze chmury się zrobiły, zwróciłem uwagę wracając wczoraj z pracy. A one robiły się ciemniejsze i ciemniejsze. Wpadłem po aparat i w te pędy na punkt widokowy. W oddali miałem widok na piękne smugi opadowej i ciekawie uformowaną chmurę, jak się chwilę okazało – burzową.

Bo kiedy pierdyknęło gdzieś niedaleko piorunem, to zwiałem do auta. Spadło około 15 litrów deszczu na metr kwadratowy w ciągu niespełna pół godziny. Czy to dużo… nie wiem, ale auto to drogą płynęło, nie jechało 🙂

Obłoki srebrzyste | NLC | 3.07.2023

Stuknij sie w głowę, powiecie. To nie może być kolejny przypadek! Ale naprawdę tak było. Pierwszy raz w tym sezonie widoczne były na Podkarpaciu obłoki srebrzyste i fart chciał, że ja akurat byłem w terenie, bo po 22 to ja raczej już śpię, albo co najmniej leżę w łóżku.

Byłem w terenie, bo chciałem sfotografować wschodzący księżyc. Księżyc zza chmur nie wyszedł, ale na północy pięknie zaświeciły NLC. Nie za duże, subtelne, ale strasznie się z nich cieszę, tym bardziej, że udało się zdążyć dobiec w okolice kapliczki Nepomucena. I jeszcze te polne kwiaty obok. Tak to mi się fajnie mi się poukładało w kadrze.

Wesoła rodzinka

Przyroda powitała mnie po dłuższej nieobecności wspaniałym prezentem. Bo czy może być piękniejszy widok, niż para malutkich sarenek pasących się u boku mamy?

Było już po zachodzie słońca a ja wracałem sobie spacerkiem w stronę domu. Gdzieś daleko za krzakami mignęła mi sarna. Stwierdziłem, że mimo ciemności co mi szkodzi spróbować podejść bliżej i spróbować ją sfotografować. Podchodziłem dopóki zasłaniały mnie wysokie trawy i udało się uchwycić tę wesołą rodzinę!

Odrobinkę za późno

Sam nie mogę w to uwierzyć, jaki fuks mi się wczoraj po południu przytrafił. Aby zrobić tę fotkę, musiałem bardzo szybko zmieniać obiektyw, bo akurat fotografowałem krajobraz, a zmiana obiektywu jedną sprawną ręką, to nie jest prosta sprawa. Motoparalotniarz być może chwilę wcześniej przeleciał na tarczy księżyca, ale ja ogarnąłem się odrobinkę za późno.

Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis) – dzieciaki

Kto oglądał mój poranny post wie o co chdzi i może mi pogratulować, bo wszystko wskazuje na to, że zostałem tatą. Samica darownika przedziwnego (Pisaura mirabilis), która razem ze swoim kokonem pełnym jaj była bohaterką owego postu, została mamą! Kilkadziesiąt, albo i więcej małych pajączków siedzi na liliowcu obok pustego kokonu. Od niechcenia zaglądnąłem dziś w miejsce, gdzie dwa dni temu fotografowałem mamuśkę, a tam taka niespodzianka 🙂

Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)

Różne są marzenia. Jednym z moich było udane zdjęcie pająka trzymającego kokon między nogami. Wiedziałem, że taki zwyczaj ma na pewno darownik przedziwny (Pisaura mirabilis). Widziałem wiele zdjęć, sam spotykałem tego pająka z kokonem, ale nigdy nie udało się zrobić zadowalającego zdjęcia.

Aż do wczoraj. Zauważyłem go u siebie w ogródku. Byłem przekonany, że szybko ucieknie, jak to ma w zwyczaju. Ale nie! Nie tym razem. Mało tego, nieproszony elegancko wyszedł wyżej z liści liliowca i jakby specjalnie ustawił się do zdjęcia.

Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)
Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)

Wieź mnie w pola

Mówię do pierwszej żony, wieź mnie w pola, trzeba po ponad dwóch tygodniach zobaczyć, co w trawie piszczy. A konkretnie, co na niebie wieczorem się dzieje. Bez statywu, bo rąk za mało, ale co tam. Lepsze zdjęcie z ręki, niż żadne.

Natura mogła mnie lepiej powitać po długiej nieobecności, ale cieszę się i z tych nielicznych kolorów na niebie, które mogłem podziwiać.