Przedpołudnie, światło nieciekawe, ale czemu te fotki tak mnie ucieszyły? Bo to pierwsze fotki od ponad miesiąca, jakie zrobiłem podczas przejażdżki rowerowej!
Na razie krótkie dystanse i z rzadka, bo chorej ręki nie za bardzo można używać, ale energia mnie rozpiera!
Wybieram tylko równiutki asfalt, żeby gdzieś znowu nie zaliczyć gleby, jednak kiedy zobaczyłem pole rumianku musiałem odbić na polną drogę. I tam właśnie spotkałem Mućkę. Nie mogłem nie zrobić jej foty w tych pięknych okolicznościach przyrody.
Lipcowe wieczory potrafią zaskoczyć swoim pięknem. Fajnie jak na niebie jest nieco chmurek, ale nie za dużo. Niskie słońce wydobywa głębię krajobrazu. Najlepiej byłoby codziennie być o tej porze w terenie, ale to oczywiście niemożliwe. Jednak jeśli często próbujemy, to raz na jakiś czas uda się trafić na warunki, które potem długo się pamięta.
Tak było tym razem. Całkiem niepozornie się zapowiadało, ale w momencie kiedy znalazłem się na jednej z moich ulubionych miejscówek, była chyba kulminacja piękna.
Trochę obawiałem się, że komary i bąki zjedzą mnie żywcem w tym lesie, ale nawet o dziwo nie było tak źle. Raptem dwa ukąszenia, ale za to bardzo miłe chwile spędzone na samotnym szwendaniu. W miarę rzeźki poranek (choć ciężko mówić o poranku o ósmej godzinie, kiedy wschód słońca jest przed piątą), bo dziś to już będzie raczej upalnie. Poniżej kilka kadrów, które udało się wypatrzeć w gęstwinie lasu.
Dokładnie siedem dni temu, również w czwartek miał miejsce niesamowcie kolorowy zachód słońca. Wybrałem się na pobliskie wzgórze, ale na miejscówkę, z której o dziwo jak do tej pory jeszcze nie fotografowałem zachodów słońca.
Krajobraz jak to u mnie niepozorny. Zwykła polna droga, trochę drzew, pola. Cieszę się z tych widoków, które mam koło siebie. Fotografowanie epickich krajobrazów zostawię innym, Ja będę zachwycał się moim „podwórkiem” 🙂
Jeżdżąc rowerem lub spacerując po okolicy lubię sobie popodglądać ludzi i maszyny pracujące w polu. Nie wiem skąd to u mnie, ale pewnie po prostu lubię podglądać 😀
W ubiegłym tygodniu wieczorne warunki do fotografowania dopisywały przez kilka dni. Miałem to szczęście podziwiać to na własne oczy w moich ulubionych miejscach. Z dala od zabudowań i cywilizacji, czyli tak jak lubię. Niczym niezmącona relacja z naturą i możliwość chłonięcia tego stanu wszystkim zmysłami 😉
Już chwilkę nie było tematyki kolejowej, a jak wiadomo bardzo ją lubię. Kopiąc na dysku trafiłem na zdjęcia zrobione równy rok temu. Lipiec, ciepły, bezchmurny i słoneczny wieczór, a więc pogoda identyczna jak podczas ostatnich dni.
Pamiętam, że byłem na tej miejscówce już kilka razy, ale tym razem poszedłem na drugą stronę niż zazwyczaj i tam odkryłem ten bajkowy widok na zakręt (zdj. 1), skąpany w blasku słońca. Słońce zachodziło tuż nad torami i wiaduktem, gdzie udało się je złapać na tle przejeżdżającej ciężarówki. Koniecznie muszę tam wrócić w najbliższych dniach.
Ze względu na spore (większe niż się spodziewałem) zainteresowanie owadami dziś kolejne cztery fotki, które ostatnimi czasy udało mi się zrobić.
Pszczoła miodna (Apis mellifera)
Pszczoła miodna (Apis mellifera) to tak popularny owad, że prawie już nie schylam się do nich z aparatem. Zazwyczaj sa one bardzo ruchliwe i nie tak łatwo je uwiecznić. Ta jednak skłoniła do sięgnięcia po aparat swoim spokojem. Być może nawet spała.
Wietka gorczycznika (Leptidea sinapis) spotkałem na polu zboża. Przysiadł tylko na chwilę, jakby specjalnie do fotki.
Bielinek rzepnik (Pieris rapae)
Całkiem prawdopodobne, że to Baldurek wąski (Strangalia attenuata), choć pewien nie jestem. W ogrodzie często bywał na parzydle, ale w tym roku spotkaŁem go po prostu gdzieś na łące. Duży i smukły ,a i długością nóg również może się pochwalić 🙂
Baldurek wąski (Strangalia attenuata)
Latem spacerując po lesie zabieram nie tylko teleobiektyw, ale i obiektyw do makro. I całe szczęście, bo spotkałem bardzo fotogeniczną gąsienicę. Nigdy wczesniej jej nie widziałem. To gąsienica ćmy Kapturnicy firletówki (Cucullia lychnitis).
Ile to już czasu minęło, jak ja w lesie byłem na spacerze. Sporo, bo od wiosny to jak już, po lesie jeździłem tylko rowerem. Wczoraj postanowiłem to zmienić. Ubrałem się od stóp do głów, wylałem na siebie pół litry środka na komary i fru w las. Liczyłem na spotkanie z jakowymś dzikim zwierzem.
Zrobiłem sporo kilometrów, aż w końcu udało się! Cztery dorodne jelenie zaczęły gęsiego, powolutku przechodzić przez drogę! Mimo, że jelenie spotykałem wiele razy, emocje za każdym razem sa takie same! Postanowiłem pójść ich śladem i co? Sam w to nie mogłem uwierzyć – spotkałem je na kolejnej równoległej drodze, gdzie znów udało się zrobić zdjęcia.
Ciekawostka na koniec. Najprawdopodobniej widziałem żbika. Był bardzo daleko i mam zdjęcie mało wyraźne, ale na pewno było to podobne do kota i sporo od niego większe :-O
Pustkę po wyprawach rowerowych wypełniłem włóczeniem się na zachody słońca i fotografowaniem owadów. Dziś mija dwudziesty piąty dzień mojej abstynencji od dwóch kółek i o dziwo aż tak bardzo mi go nie brakuje. Sięgam jednak myślami naprzód i myślę, kiedy znów uda się wsiąść na rower.
Tymczasem dziś pokażę fotki z ubiegłej niedzieli. Cudownych dwudziestu, może trzydziestu minut, kiedy biegałem w poszukiwaniu kadrów. Chciałym zdążyć przed uciekającymi chmurami. Tak wspaniałego światła mi brakowało. Ono działa na mnie chyba jak lekarstwo na połamane członki 🙂