Pomyślałem, że może w lesie będzie cieplej niż na otwartej przestrzeni. Nie myliłem się — było nieco przyjemniej niż o świcie, pewnie dlatego, że zrobiło się już trochę później, a słońce prześwitujące między drzewami mimo wszystko odrobinkę grzało.
Na szczęście ktoś był tak miły i odśnieżył główne leśne drogi (pewnie z myślą o służbach, na wypadek pożaru albo innych zdarzeń), choć i tak było mega ślisko. Dwa dni na plusie zrobiły swoje, a teraz wszystko solidnie zamarzło. Za to cisza absolutna, byłem sam i nie zauważyłem ani jednego śladu ludzkich stóp.




