Na początku uciekały jak szalone. Przebiegły niedaleko mnie tak, że przez chwilę myślałem, że mnie staranują. A one co? Zatrzymały się kilkadziesiąt metrów dalej i zaczęły mi się badawczo przyglądać.
Ja cały czas w szoku aparat trzymałem zawieszony na szyi pod kurtką. Bałem się drgnąć, żeby ich nie wystraszyć. W końcu sięgnąłem po aparat, pozwoliły sobie zrobić kilka zdjęć i dopiero wtedy niespiesznie się poodwracały i potruchtały dalej.



